Howe: To wyraźnie kwestia psychologiczna
Eddie, jak rozczarowujące jest to, że nie udało się dowieźć prowadzenia do końca?
- Tak, to znowu bardzo rozczarowujące z naszej strony. Tak ciężko pracowaliśmy, żeby znaleźć się w dobrej pozycji. Graliśmy dość dobrze w pierwszej połowie, prowadziliśmy grę. Było wiele elementów występu, z których byłem zadowolony. W ostatnich 20 minutach nie broniliśmy się wystarczająco dobrze, chociaż nie sądzę, żeby rywale mieli masę okazji. To jest dla nas nietypowe, patrząc w przeszłość, bronić się w ten sposób. Jesteśmy mocno rozczarowani.
Rzut karny, który zadecydował o meczu, uważasz, że był miękki?
- Uważam, że był miękki, ale jak sędzia go podyktuje, to już tego nie cofną. Myślę, że Sven złapał rywala za koszulkę. Nie sądzę, żeby to był faul, ale karny został podyktowany i to jest ogromnie rozczarowujące zakończenie meczu. Było tak późno, że mieliśmy bardzo mało czasu, żeby cokolwiek z tym zrobić. To bramka, którą im właściwie podarowaliśmy.
Dobrze wiesz, że to już 25 punktów straconych z pozycji zwycięskich. Czuje się, że jesteście blisko, ale macie problem z dotrzymaniem wyniku w tym sezonie.
- To szalona statystyka i nie mam pojęcia, skąd się to bierze. To coś, co nękało nas przez cały sezon. Tak ciężko pracowaliśmy, a najtrudniejszą rzeczą jest wyjście na prowadzenie, wprowadzenie swojego planu, zbudowanie wystarczającego impetu, żeby strzelić gola. Widzieliście dziś, jak ciężko musieliśmy pracować na tę bramkę. Czasami czujemy, że podarowaliśmy przeciwnikom gole w złych momentach i to wpłynęło na naszą psychologię. Jest jasne, że w tym momencie mamy z tym problem. Myślę, że takie rzeczy po prostu się zdarzają. Pracujesz, żeby z tego wyjść i mam nadzieję, że ostatecznie może to stać się pozytywne, bo nauczyłeś się na błędach. Nie wiem, czy jesteśmy zbyt skupieni na wyniku i tak bardzo desperacko chcemy wygrać, że to wpływa na nas negatywnie. Trudno to dokładnie zdefiniować poza stwierdzeniem, że to wyraźnie kwestia psychologiczna.
21 dni od poprzedniego meczu. Oczywiste, że bardzo chcieliście zrehabilitować się za mecz z Sunderlandem, więc to tym bardziej rozczarowujące, że nie udało się dziś tego zrobić.
- Tak. Dziś wiedzieliśmy, że to wielki mecz. Wiedzieliśmy, co jest stawką. Musieliśmy zagrać dla naszych kibiców, dla naszej dumy. Musieliśmy podnieść się z kolan i zrobić wielki wynik, a byliśmy na dobrej drodze. Jak powiedziałem, zrobiliśmy trudną część. Przez jakieś 60 minut byłem naprawdę bardzo zadowolony z tego, co widziałem. Zawodnicy grali z dobrym nastawieniem, z dobrą jakością. Nie stworzyliśmy jednak wystarczająco dużo, to coś, co musimy poprawić. Musimy więcej strzelać z dystansu, więcej wrzucać w pole karne. Było poczucie, że mogliśmy zrobić o wiele więcej. Ostatecznie, jak powiedziałem, musieliśmy lepiej bronić i gole padły zbyt łatwo. Oba były słabe.
Will Osula, który strzelił dla was gola, był jednym z sześciu zmian dziś. Czy w dużej mierze odpłacił się za zaufanie, zwłaszcza golem i całym występem?
- Myślę, że Will dziś spisał się dobrze. Nie grał pięknie, ale jest fizycznym zagrożeniem, jest bardzo szybki. Oni grali dość głęboko, więc mógł pokazać swoją szybkość. Miał oczywiście gola i tę dużą okazję na 2:0, co jest kolejną rzeczą, której nie robimy wystarczająco dobrze w tym sezonie, nie zdobywamy drugiego gola, który robi ogromną różnicę. Jednak to był prawdziwy wysiłek pod względem nastawienia i determinacji. Będzie tylko lepszy. To pozytywne sygnały.
Lewis Miley też, trenował naprawdę dobrze w tym tygodniu. Jak dobrze było zobaczyć go z powrotem po tak długiej przerwie?
- Naprawdę dobrze. Myślę, że pomógł nam w pierwszej połowie. Bardzo dobry występ pod względem technicznym, bardzo dobry fizycznie jak na kogoś, kto był długo poza grą. Był dziś znakomity. Ciężko dla Lewisa kończyć w przegranej drużynie.
Mieliście 21 dni przerwy, a teraz tylko 6 dni do następnego meczu. Na pewno chcecie jak najszybciej wrócić na zwycięską ścieżkę.
- Wygrywanie jest dla nas kluczowe. To był trudny okres. Czujemy to. Myślę, że mogę mówić w imieniu zawodników i całego sztabu, w tej chwili naprawdę cierpimy i chcemy wrócić, robić to, co trzeba, czyli grać ofensywną piłkę i starać się wygrywać jak najwięcej meczów.
Wracacie na St. James’ Park. Jak bardzo wszyscy mogą pomóc w osiągnięciu tego?
- Oczywiście. Nasze domowe wsparcie jest niesamowite od czasu, gdy jestem w klubie, a dobra, pozytywna atmosfera bardzo pomaga drużynie. Nasi kibice wyjazdowi dziś też byli wspaniali i znów jestem bardzo rozczarowany, że nie zdobyliśmy wyniku, na który czekali.
Wesprzyj działalność NUFC.com.pl
Komentarze | 0
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, żeby dodać komentarz.






































